Jest rok 1918. Czwarty rok Wielkiej Wojny. Po pokonaniu rok wcześniej Rosji ogarniętej rewolucją bolszewicką, Niemcy przerzucają na front zachodni setki tysięcy żołnierzy. Po przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny po stronie Ententy jest to ostatnia szansa na odwrócenie przez Państwa Centralne losów wojny. Wiosenna niemiecka ofensywa we Francji po początkowych sukcesach ostatecznie załamuje się.

Dla mieszkańców Niemiec i Austro-Węgier staje się jasne, że nie da się wygrać tej wojny i dalsza wyniszczająca walka nie ma sensu. Pojawia się opór i rozprężenie. Ferment narasta z dnia na dzień. Wzrastają w siłę wszelkiego rodzaju ruchy lewicowe, których antywojenna agitacja zyskuje coraz większą popularność. W październiku wielonarodowościowa monarchia austriackich Habsburgów na skutek tych ruchów oraz separatyzmów narodowościowych rozpada się i praktycznie przestaje istnieć. W Niemczech wybucha rewolucja. Pierwsi 29 października 1918 r. bunt podnoszą niemieccy marynarze z portu w Wilhelmshaven. W kolejnych miastach władzę przejmują zrewolucjonizowane rady delegatów żołnierskich i robotniczych sprzeciwiających się dalszej wojnie.

Cesarz ucieka, a nowe władze proklamują powstanie republiki. Zwracają się do zwycięskiej koalicji o zawieszenie broni, które ostatecznie zostaje zawarte 11 listopada 1918 r. w lesie Compiegne. Pierwsza wojna światowa dobiegła końca. Ale to co dla jednych było końcem, dla innych było zaledwie początkiem.


Zwycięskie mocarstwa głównie na skutek stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych uznały, że w powojennej Europie powinno powstać państwo polskie. Brakowało im jednak elementarnej wiedzy na temat skomplikowanych stosunków społeczno-etniczno-religijno-narodowych środkowej Europy, a kwestia polska często była traktowana przedmiotowo jako karta przetargowa podczas wzajemnych sporów aliantów. Co istotne na zachodzie nie zdawano sobie wówczas jeszcze sprawy z zagrożenia jakim była komunistyczna Rosja.

Z tego też powodu ustalenia aliantów co do granic Rzeczpospolitej, czy w ogóle faktu jej istnienia mogły okazać się warte mniej niż papier na którym je sporządzono. Na ziemiach polskich w przededniu zawieszenia broni kończącego Wielką Wojnę znajdowały się wielotysięczne garnizony austro-węgierskie i niemieckie. Należało przeprowadzić szybkie ich rozbrojenie i ewakuację, przejąć magistrale kolejowe i składy zaopatrzenia, stworzyć ogólnonarodowy rząd i władze na każdym szczeblu oraz powołać i zorganizować siły zbrojne. A czas naglił. Po obaleniu w Niemczech cesarstwa władze republiki dążyły do szybkiego przywrócenia w armii dyscypliny, przejęcia kontroli nad okupowanymi terenami i dokonania ewakuacji swoich żołnierzy ze wschodu na swoich własnych warunkach z całym możliwym do wywiezienia majątkiem i uzbrojeniem. W tym samym czasie ościenne narody tworzyły swoje własne państwa chcąc objąć ich władzą jak najrozleglejsze tereny, co doprowadziło do konfliktów granicznych. A co najważniejsze, na terenie byłego imperium rosyjskiego toczyła się krwawa wojna domowa pomiędzy bolszewikami a „białymi” generałami. Ktokolwiek by w niej wygrał nie zamierzał uznawać prawa Polaków do samostanowienia. Polacy mogli dać odpór wrogim siłom jedynie przeciwstawiając im sprawne struktury państwowe rządzone przez jednomyślne elity polityczne z liczną i dobrze uzbrojoną armią. Z tego też powodu należało jak najszybciej przejąć władzę od zaborców nie oglądając się na zwycięskich aliantów. Zwłoka w działaniu mogła mieć katastrofalne skutki.

Był więc to z jednej strony czas euforii i niewyobrażalnej radości z odzyskania niepodległości. Ale jednocześnie czas olbrzymiego wysiłku i poświęcenia. Czas zgody narodowej. Czas wiary i nadziei w lepsze jutro, bo w swoim własnym państwie. Był to CZAS PATRIOTÓW.